popsułam się

Przez 90% swojego życia byłam bardzo hop do przodu, bez czasu na nudę, bez zatrzymania, w biegu, wciąż w biegu. Pierwsza do pracy, aktywna, poukładana. Nawet gdy odpoczywałam, to działałam. Ci, któzy mnie znają od lat, pamiętają; stanie przy garach - z uśmiechem! - na imprezach, poranne wstawanie, by sprzątnąć po wszystkim, nawet gdy kac pulsował lekko w głowie.

I się popsułam.

Najpierw zaczęłam się psuć jeszcze w Tygodniku, ale póki pracowałam, jeszcze jakoś działało.

a teraz nie.

rośnie we mnie prokrastynacja i uzależnienie od - wstyd, wstyd wielki - idiotycznych stron, forów internetowych o niczym... zamiast pracować - coś tam w końcu do roboty mam - i wysyłać milionowe CV, gapię się w ekran, klikam gdzieś w nicość.

Próby wzięcia się w garść spełzają na niczym. Czas przecieka, ucieka, nie ma go, choć przecież nic nie robię.

Nie lubię siebie takiej, bardzo nie lubię.

Gdybym chociaż mogła być porządną matką Polką, która zasmarkany nos obetrze z miłością, przytuli, jedną ręką zrobi obiad, drugą odkurzy, trzecią upiecze ciasto. Ale nie, po 24 godzinach z dzieckiem chodzę po ścianach i mam dość, przy wielkiej, ogromnej miłości do Młodej, nie umiem, nie chcę być mamą pełnoetatową, domową.

Popsułam się, jak tak dalej pójdzie wpadnę w depresję lub alkoholizm. Albo w jedno i drugie, w końcu i to, i to - a także połączenie - jest u nas rodzinne.

/no dobra, alkoholizm chwilowo jeszcze niemożliwy, bo karmię ssaka/

jaskrawa 13.09.2013, 12:55

nie twierdze, ze cale zycie, ale, do diaska, Twoje dziecko nadal nie przesypia nocy...

zagubinowo 13.09.2013, 12:21

Dża, ale teraz właśnie NIE przynoszę do domu regularnej pensji. Przynoszę grosze, de facto znacznie mniej niż za czasów studenckich, kiedy jednocześnie byłam ach-jaka-bystra na zajęciach.
Poród, ciąża itp nie może być usprawiedliwieniem, cholera, bo jak tak dalej pójdzie, całe życie się będę w ten sposób tłumaczyć.

jaskrawa 12.09.2013, 23:40

aha - czym innym było też Twoje studenckie zarabianie sobie kieszonkowego. czym innym jest obecna konieczność, byś przynosiła do domu regularną pensję - i by nie było to pięć stów. niestety, warunki się zmieniły. i to jest ból.

jaskrawa 12.09.2013, 23:38

popsułaś się? nie - po prostu życie jest teraz trudniejsze. masz dziecko, normalne, że jesteś zmęczona bardziej niż po imprezie raz na tydzień i klikasz bez sensu w głupie strony. ja też klikam. nigdy nie byłam tytanem pracy, ale na studiach byłam w stanie uczyć się całą noc, teraz padam na ryj o 23ciej, choćby nie wiem co.
a kto karmi ssaka po nocach, kto ma za sobą wiele miesięcy przerywanego snu, poród, ciążę? wtedy nie miałaś tego bagażu. weź to pod uwagę.
nie chodzi o to, by usprawiedliwić lenistwo, ale - nie wiń siebie za wszystko. rób co masz robić, wysyłaj cv i przede wszystkim - weź niepierdol :D