Urlop i po urlopie*

Krótkie wnioski: 
- nadal nie lubię morza. Siedzenie na plaży jest koszmarnie, koszmarnie nudne. Młoda zachwycona, bo piasek i fale - chociaż tyle dobrze. Ale za rok spróbujemy inaczej.
- jesteśmy aspołeczni. Tłum nas dobija. Najlepiej czuliśmy się, kiedy łaziliśmy po lasach i zapomnianych łąkach (gdzie Gabiszon, miejskie dziecko, szła z rączkami przy ciele, żeby przypadkiem nie dotknęła jej żadna zła trawa).
 - kocham Manducę (dla niedzieciatych: takie nosidło, za drogie na moje możliwości). Wypożyczyliśmy, bo z wiązaniem młodej w chuście na plecach nie radzimy sobie najlepiej. Warto było: my mogliśmy lazić po niedostępnych dla wózka miejscach, a Gabrysia widziała wszystko i było jej wygodnie. Na hasło "wskakuj na plecy" sama wchodziła na M. i czekała na zapięcie. Gdybym teraz miała wybierać, chyba zdecydowałabym się na maksymalnie tani wózek, żeby kupić Manducę, ewentualnie Bondolino. 
- jeśli się porządnie nie zmęczę, nie potrafię odpocząć. Niedobrze. Potrzebuję fizycznego zmęczenia, inaczej wciąż mam zajętą głowę i w rezultacie nie odpoczywam. A z Gabą jednak trudno jest wypoczywać tak, jak dotąd mieliśmy w zwyczaju.
Tęsknię za łażeniem po górach z plecakiem, za spaniem codziennie gdzie indziej, za dobrym wyczerpaniem, kiedy wieczorem czuć każdy mięsień...

 Ale czas we troje, razem, spokojnie - bezcenny.


---

* tzn urlop miał M., bo ja, jak wiadomo, mam teraz stały urlop (bezpłatny), przecinany jedynie drobnymi zleceniami.

Ale np. dziś siedzę nad zleceniem, siedzę, i kilku logicznych słów sklecić nie mogę.

demirja 31.07.2013, 14:19

:) :)

jaskrawa 30.07.2013, 09:04

nie martw się, jeszcze zdążymy... :)